"Prawdziwe Przeznaczenie IV"

by The One

W blasku zachodzącego słońca Las Pięciu Bitew wyglądał naprawdę malowniczo i ten kto by na niego w tamtej chwili spojrzał z pewnością nie podejrzewałby, że jeszcze kilka minut temu toczyła się tu straszliwa bitwa. Dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu się dostrzegłby, walające się między drzewami, trupy różnokolorowych, skrzydlatych istot, a także bardzo podobnych do nich bladych wojowników.

Ale tych bladych było dużo mniej niż kolorowych.

Najstraszniejszym widokiem była jednak rozległa polana rozciągająca się mniej więcej pośrodku Lasu. Tam było najwięcej zwłok obu rodzajów, a całe to miejsce było ubarwione kałużami krwi. Spośród całego tego pobojowiska, najbardziej zaskakującym widokiem była grupa dwudziestu klęczących istot. Nawet Strażnicy uklękli na podwyższeniu Filarów.

Każdy z nich był w tamtej chwili gotów choćby skoczyć w ogień, żeby usłyszeć wyjaśnienie jakiego miała im udzielić Wyrocznia. A jego Głos w końcu przemówił:

- Hyldeni już od dawna znali wasze plany, wiedzieli gdzie są budowane Filary. Zdecydowali się na atak ostatniego dnia, bo dopiero wtedy ich magowie byli gotowi do działania, poza tym mieli nadzieję, że uda im się zabić waszych Strażników, którzy przybyli tu dopiero dziś. Zajęli was walką, podczas gdy ich magowie spokojnie wypowiedzieli zaklęcie... które zmieniło was na zawsze. Jedyny spośród was, wasz generał Evros Aglondor, miał szansę powstrzymać ich, ale zawiódł. Zawahał się w ostatniej chwili. Nie wiecie bowiem jeszcze najważniejszego. Od wielu miesięcy wasz generał służył nie tylko jednemu panu.

W tym momencie wszystkie oczy zwróciły się na niego, nawet oczy Janosa... co Bóg ma na myśli? Zbierając się na resztki swojej odwagi, Evros zapytał o to.

- Co mam na myśli? - powtórzył szyderczo Bóg. - Nie udawaj, że nie wiesz. Hyldeni złożyli ci ofertę współpracy tuż po rozpoczęciu budowy! Przyłączyłeś się do nich i wyjawiłeś im wszystko! Podałeś termin Wzniesienia Wiązania i miejsce! Przez cały czas oszukiwałeś swoich współbraci! Jesteś zdrajcą!

Evros poczuł jak ziemia się pod nim zapada. On nigdy... przenigdy nawet nie pomyślał o zdradzie. Wolałby zginąć niż przejść na stronę znienawidzonego wroga. A On... Ta Wyrocznia... Ich ukochany Bóg... oskarżał go o zdradę! Jak śmiał?!

Nagle wszyscy zgromadzeni, włącznie ze Strażnikami spojrzeli na niego dziwnym wzrokiem. Janos też.

- Uciekłeś z pola bitwy, skazując na śmierć wielu swoich współbraci - kontynuował Bóg. - Ale dotarłeś na skałę... Tam gdzie byli Hyldeńscy magowie... Mogłeś ich powstrzymać, ale nie zrobiłeś tego. Byli tuż przy tobie, a ty nie wykonałeś ciosu...

- To przez ciebie! - nagle wybuchnął Evros, rozumiejąc wreszcie co się stało. - Zakodowałeś we mnie tą wizję... Przypomniałem sobie o niej na twój rozkaz! Wybrałeś ten moment! Chciałeś żebym nie dokończył tego ciosu!!!

- Nie wiem o co ci chodzi - odpowiedział Wyrocznia. - Nie dokończyłeś ciosu bo nie chciałeś sprzeciwić się swoim nowym zwierzchnikom... Ale Hyldeni za nic mają wszelkie układy. Rzucili na ciebie klątwę tak jak na wszystkich. Teraz płacisz karę za zdradę...

- To ty jesteś zdrajcą!!! - krzyknął Evros, całkowicie teraz wyprowadzony z równowagi. - Chciałeś, żeby rzucili na nas tę klątwę!!! Wszystko zaplanowałeś! Ty zdradliwa... ośmiornico!!!

Generał zamarł bo to ostatnie słowo pojawiło się w jego głowie tak nagle, że nie mógł się powstrzymać przed wymówieniem go. Jakby świetlisty wyraz w jednej chwili przesłonił cały jego umysł i zmusił do wymówienia go. Czy to również zostało zaaranżowane przez Wyrocznię? Czy On ma kontrolę nad jego umysłem?

- Widzę, że Hyldeni zrobili ci również pranie mózgu - powiedział drwiąco Bóg. - Bo zaczynasz majaczyć. A teraz słuchajcie mnie! Zdrada waszego generała spowodowała, że zostaliście przeklęci - klątwa Hyldenów zamieniła was w istoty, które ja nazwałem wampirami. Jesteście teraz oszpeconymi drapieżnikami, które muszą pić krew innych istot, aby przeżyć. Nie możecie mieć potomstwa. Ale waszym największym przekleństwem... będzie nieśmiertelność.

Jednak w tym samym momencie, gdy Wyrocznia wymawiał te słowa, nagle Evros usłyszał Jego głos w swojej głowie:

- Okazałeś się lepszym przeciwnikiem niż mogłem przypuszczać. Ale teraz przegrałeś. Podczas naszego pierwszego spotkania wniknąłeś w moją istotę dużo głębiej niż się spodziewałem. Udało mi się jednak zakodować w twoim umyśle informacje, które na mój rozkaz zostały przebudzone. Dzięki nim jeszcze lepiej posłużysz moim planom...

- Nie!!! - krzyknął Evros. - Wyjdź z mojej głowy! On was zdradził! - odezwał się do swoich współbraci. - Zapanował nad moim umysłem przez co nie mogłem zabić tamtych magów! On chciał żebyśmy zostali przeklęci! Wszystko zaplanował! Nie wiem jaki jest cel twoich działań, demonie - zwrócił się do Wyroczni, a na te jego słowa wszyscy zgromadzeni krzyknęli z oburzenia. - Ale nie dam ci się opanować! Mam wolną wolę, mam swoje prawdziwe przeznaczenie do wypełnienia, i dobrze wiem, że boisz się tego kim mogę się stać! Nasyłasz na mnie moich własnych żołnierzy, żeby się mnie pozbyć, ale przysięgam, że dowiem się kim jesteś, fałszywy boże, choćby to miała być ostatnia rzecz jaką zrobię w życiu!!!

- Sami widzicie, że oszalał. - powiedział spokojnym głosem Bóg. - Odpłaćcie mu się za zdradę. Zabijcie go, albo zróbcie jak uważacie. Ja mam wam jeszcze jedną rzecz do powiedzenia. Przeklinam was! Wasza nieśmiertelność wyklucza was z Koła Losu, z odwiecznego kręgu narodzin, śmierci i odrodzenia, toteż przeklinam was, upadli! Już nie usłyszycie więcej mojego głosu... Żegnajcie, wampiry!

Koło Losu... Evros słyszał o nim dawno temu od Moebiusa. Kołem Losu nazywano krąg wszelkiego życia: gdy jakaś istota umierała, jej dusza trafiała do zaświatów, a następnie wracała do nowego ciała i następowało odrodzenie. Podobno to za sprawą Wyroczni, dusze odnajdywały drogę do nowych ciał, i dzięki temu uważano, że Bóg był najważniejszym ogniwem w Kole, władcą życia i śmierci.

Ale w tamtym momencie, w chwili gdy Jego głos umilkł na zawsze, jego współbracia nagle wszyscy wybuchli płaczem, włącznie z Janosem. Evros odwrócił się i zobaczył, że Strażnicy również płaczą. Jego wojownicy padli na ziemię, czołgając się, i wymawiając imię ich ukochanego wodza, błagali go o powrót... o chociaż jeszcze jedno słowo.

Ale ich Bóg nie odezwał się.

A więc to był Jego cel... Wyrocznia chciał, żeby go pokochali, a potem gdy w wyznaczonym czasie umilknie, chciał, żeby wszyscy rozpaczali po Jego stracie. Zastanawiał się czemu miała służyć rozpacz jego ziomków: czy miała być dla nich dodatkową karą, czy może miała na celu wzbudzić w nich nienawiść do niego.

- Nie słuchajcie go! - krzyczał Evros. - On nie jest bogiem! To oszust, chce osłabić waszego ducha i wzbudzić nienawiść do mnie!

W tym momencie jakiś wampir, krzycząc przez łzy, z twarzą wykrzywioną w gniewie rzucił się na niego z okrzykiem nienawiści. Błyskawicznie poderwał się z ziemi, i poleciał prosto w jego stronę. Evros nawet nie zdążył mrugnąć, już leżał na trawie przygnieciony ciałem przeciwnika. Wampir wzniósł miecz, gotów opuścić go prosto na głowę generała, gdy nagle potężny zamach wytrącił mu broń z ręki. Zanim zdążył zareagować, czyjaś dłoń spadła na jego bark i odrzuciła go do tyłu. Evros wstał i zobaczył przed sobą Janosa, stojącego do niego plecami z mieczem w dłoni.

- Przestańcie! - krzyknął do nich. - Popadliście w szaleństwo! Znam Evrosa Aglondora od wielu lat i wiem, że on nigdy by nas nie zdradził. Nigdy!

- Tak powiedział nasz Bóg! - odparł jakiś wampir. - A my mu wierzymy!

- On kłamie! - włączył się generał. - On się mnie boi! Mojego przeznaczenia, powiedział mi to przez mój umysł! To dlatego nie zabiłem tamtych magów - bo ta wizja przeszłości zatrzymała mój cios...

- Oszalałeś! - krzyknął ten sam wampir. - Nasz Bóg nigdy by nas nie zdradził! Hyldeni zmamili cię! A teraz przeklął nas! - znowu zaczął płakać. - Przeklął!!! Już nigdy nie usłyszymy Jego głosu! Wykluczył nas z Koła Losu przez twoją zdradę! Nienawidzę cię! Nienawidzę!!!

W tym momencie uleciał w górę. Gdy znalazł się na wysokości jakichś trzydziestu metrów, nagle jego skrzydła znieruchomiały, a on bezwładnie zaczął spadać w dół, nie machając nimi.

- Co on robi? - mruknął Evros.

I nagle zrozumiał.

- Nie!!! - krzyknął. Błyskawicznie minął Janosa i spróbował wzbić się w górę, ale jego ziomkowie rzucili się na niego i przygnietli go do ziemi.

- Nie rób tego!!! - krzyczał, próbując się uwolnić. - To nie jest tego warte!!!

Ale było już za późno. Sekundę później, Evros usłyszał głuchy odgłos uderzanego o ziemię ciała. Tymczasem Janos rzucił się na jego przeciwników, zaczął chwytać każdego z osobna i odrzucać go z całej siły od Evrosa,. Janos był młody, ale miał niesamowitą siłę, większą od niejednego Antycznego rówieśnika.

- Widzicie? - zapytał ich, gdy wszyscy znaleźli się na ziemi, a Evros był znów na nogach. Tymczasem reszta stłoczyła się przy martwym ciele ich przyjaciela. - Widzicie do czego was doprowadził nasz Bóg? Popełniamy samobójstwa, bo go nie słyszymy! To stało się jak narkotyk. Omamił was, zmusił do słuchania każdego jego rozkazu, a teraz gdy go nie ma jesteście bezradni. Nasz szlachetny ród, był od niego całkowicie uzależniony. Od tej chwili, będziemy musieli sobie radzić bez niego.

Na to stwierdzenie wszyscy krzyknęli z rozpaczą.

- Nie wierzę!!! - powiedział znowu jakiś wampir. - On był naszym przewodnikiem, naszym wodzem, dawał nam siłę, której bez niego nie mamy! Jesteśmy przeklęci, nasza rasa zginie, zacznie się panowanie ludzi. Tych prymitywnych barbarzyńców! Śmierć jest dla nas jedynym ratunkiem.

- Jestem głodny! - krzyknął znowu któryś. - Wypijmy krew tych zdrajców, którzy pozbawili nas słuchania chwalebnego Głosu.

- Tak! Wypijmy ich krew! - odkrzyknęli inni.

W tym momencie Evros uświadomił sobie, że sam jest strasznie głodny.

- Jesteście wojownikami III Skrzydła, perłą Armii. Chcecie się zwrócić ku własnemu dowódcy? - zapytał ich Janos.

- On już nie jest naszym dowódcą! Zdradził nas!

- Nie zdradziłem was! - krzyknął Evros. - Wolałbym zginąć! To Bóg was zdradził! Nie wiem dlaczego, ale wiem że zrobiłem wszystko co mogłem, aby powstrzymać tamtych magów... Dajcie mi kilka dni, a przysięgam wam, że dowiem się kim tak naprawdę jest nasza Wyrocznia...

- On jest naszym wodzem, porzucił nas, przez ciebie bo stracił w nas wiarę!

- To w takim razie dlaczego was nie ostrzegł? Jeżeli naprawdę was zdradziłem to powinien powiedzieć wam o tym i przygotować do bitwy.

Na to wszyscy umilkli, i zaczęli szeptać między sobą.

- Bo, gdy nas zdradziłeś, stracił w nas wiarę - odpowiedzieli w końcu.

Evros tylko prychnął drwiąco i nic nie odparł.

- Widzę, że naprawdę staliście się jego sługami - skomentował Janos. - Szukacie dla niego najbardziej absurdalnych usprawiedliwień mimo, że na nie, nie zasługuje. Skoro w nas nie wierzył to nie jest naszym Bogiem. A teraz skończmy już ten spór i...

- O tak - powiedział jeden z nich. - Skończmy to.

I nagle zaczęli iść w ich stronę. Evros nigdy nie widział u nich takiego wyrazu twarzy: a był to wyraz drapieżników, którzy nie myślą o niczym innym oprócz zaspokojenia apetytu, przepełniony już nie rozpaczą po stracie Wyroczni, ale bezgraniczną nienawiścią. Evros i Janos zaczęli się cofać pod drzewa, ale wojownicy nie przestali podchodzić coraz bliżej...

- Zamknij oczy - szepnął młody wampir do generała, tak że nikt go nie usłyszał.

- Jeżeli to zrobicie, nie będziecie mieli już odwrotu - powiedział Janos. - Staniecie się naprawdę przeklęci.

- Już jesteśmy! - krzyknął któryś i z obrzydliwie wykrzywioną twarzą rzucił się na nich.

W tym samym momencie Janos podniósł rękę i wypowiedział potężnie:

- Ala ra logar!

Gdy wojownicy III Skrzydła znajdowali się już o włos od nich, postać Janosa eksplodowała w oślepiającym blasku. Evros miał już zamknięte oczy, ale nawet przez nie poczuł żar straszliwego światła. Poczuł, że wypala mu skórę. Na szczęście błysk trwał zaledwie sekundę, ale ta sekunda wystarczyła, aby oślepić przeciwników. Złapali się za oczy i padli na ziemię.

- W górę! - krzyknął Janos, a generał posłusznie poleciał za nim. Dziwna była to doprawdy sytuacja: weteran wojen z Hyldenami zmuszony słuchać rozkazów jakiegoś młokosa.

Ale nie... Janos Audron nie był tam "jakimś młokosem". Był jego przyjacielem. Oddałby za niego życie, podobnie jak Evros za niego. I czasami trzeba było słuchać poleceń młodszych.

Obaj byli bardzo zmęczeni, ale udało im się podźwignąć skrzydła do góry i polecieć.

- Szybko! - krzyczał Janos. - Moje zaklęcie długo nie podziała, mamy tylko kilka minut!

Poparzona skóra piekła Evrosa we wszystkich miejscach, ale jakimś nadludzkim wysiłkiem udawało mu się utrzymać w powietrzu. A jednak... jego ciało nie powinno reagować w ten sposób na światło...

- Nie wiedziałem, że uczysz się magii - zagadnął po kilku chwilach Evros, gdy opuścili już granice Lasu Pięciu Bitew.

- Bo nie uczę się. Moi rodzice trochę znali się na magii, a ja nauczyłem się od nich jednego czy dwóch zaklęć.

- Jednego czy dwóch... - generał uśmiechnął się łagodnie do przyjaciela. - Muszę przyznać, że zawsze mnie zaskakiwałeś, Janosie, i ciągle to robisz... Dziękuję ci.

- Ale... - zaczął nieśmiało Janos. - To nieprawda co mówił o tobie Wyrocznia, prawda? Nie jesteś zdrajcą?

Usłyszeć to od niego... to boli bardziej nawet niż zdrada podkomendnych ze Skrzydła.

- Oczywiście, że nie - odpowiedział w końcu Evros zmęczonym głosem. - Nigdy bym was nie zdradził... wiesz o tym dobrze.

- Tak... przepraszam cię - dodał szybko. - Po prostu tyle się zdarzyło dzisiaj...

- Nie przepraszaj. Należy ci się wyjaśnienie.

I opowiedział mu wszystko co się wydarzyło na tamtej przeklętej skale z Hyldeńskimi magami.

- A więc... - zaczął Janos, gdy Evros skończył swą opowieść. - Sądzisz, że ten nasz... fałszywy bóg... podczas waszego pierwszego spotkania... nie, nie mogę tego zrozumieć.

- Ja też nie. Najwyraźniej obaj wtedy wniknęliśmy w siebie za bardzo. Ja poznałem część jego uczuć i chyba na sekundę go zobaczyłem. A on wniknął do mojego umysłu i poznał moją przyszłość... przynajmniej jej część. Mówią, że ten stwór jest ponadczasowy, ale to tylko częściowo prawda. On ujrzał moje prawdziwe przeznaczenie, zobaczył, że zagrażam mu w czymś. Nie wiem o co mu chodzi... ale wtedy on miał nade mną przewagę. On zdawał sobie sprawę z naszej więzi, wyczuł że został odkryty, a ja tego nie wiedziałem. Udało mu się dotrzeć tak głęboko do tego co zobaczyłem wtedy, co wyczułem... że zakodował te informacje w mojej głowie.

- To znaczy? Co masz na myśli mówiąc "zakodował"?

- To znaczy, że zamknął przede mną te informacje i mógł wybrać moment, kiedy sobie o nich przypomnę. Jak już mówiłem, częściowo przewidział moją przyszłość, a więc zobaczył, że byłem jedynym, który mógł powstrzymać tamtych magów przed rzuceniem zaklęcia. Gdy nadszedł odpowiedni moment, przebudził we mnie tamte wspomnienia, i przez to nie zdążyłem zabić tych cholernych Hyldenów... a potem przebudził we mnie moment, w którym go zobaczyłem. To dlatego wspomniałem o tej ośmiornicy... bo teraz pamiętam, że gdy go zobaczyłem to wyglądał jak ośmiornica z okiem pośrodku...

- Że co?! - krzyknął Janos. - Ośmiornica?! Jesteś pewien, że ci się nie przewidziało?

- Nie zwariowałem, Janosie. - odparł Evros bardzo serio. - On tak wygląda... Przebudził we mnie to wspomnienie, żeby oburzyć naszych wojowników. No i chyba mu się to udało...

Przez chwilę panowała głucha cisza, przerywana tylko szumem skrzydeł. To przypomniało coś Evrosowi.

- Janosie... to zaklęcie, które rzuciłeś... jak widzisz poparzyło mi skórę.

Młody wampir spojrzał na generała i dopiero teraz zobaczył niewielkie bąble na całej powierzchni jego ciała

- Och... Rzeczywiście... Poczekaj zatrzymajmy się na chwilę.

Zawiśli w powietrzu, a Janos - który wyraźnie był w szoku - zaczął oglądać ciało przyjaciela.

- To nic groźnego - powiedział w końcu, gdy wznowili lot. - ale przecież nasze ciała nie powinny tak reagować na światło słoneczne.

- Tak rzeczywiście kiedyś było... ale zdaje się, że Hyldeńska klątwa zmieniła nas bardziej niż możemy przypuszczać. Światło słoneczne jest dla nas od teraz zabójcze. Zanim odlecieliśmy widziałem, że ten twój czar poparzył też skórę całej reszcie żołnierzy. Dlaczego nie zadziałał na ciebie?

- Pierwsza zasada dobrego maga: - uśmiechnął się Janos. - Nigdy nie rzucaj zaklęcia, które może tobie samemu wyrządzić szkody.

- Nic nie zwarzy twojego humoru, prawda Janosie? - zapytał markotnie Evros. - To może powiesz wreszcie gdzie lecimy?

- To może ty mi powiesz gdzie chcesz lecieć.

- No cóż... - generał zastanawiał się przez chwilę. - Sądzę, że to jeszcze nie koniec. Pomyślałem sobie, że tym czego Wyrocznia się u mnie bał był właśnie dzisiejszy dzień: to znaczy szansa zabicia tamtych magów i dlatego starał się mnie powstrzymać. Ale to nie ma sensu bo gdyby to chodziło o tych Hyldenów to czemu już po wszystkim, próbował nasłać na mnie moich własnych żołnierzy? Nie... on się mnie jeszcze boi... przeznaczone mi jest zrobić jeszcze coś co mu się nie spodoba...

- Więc w takim razie musisz się ukryć. Planowałem lot do mojej Ustroni na północ, ale tam będą nas szukać w pierwszej kolejności, toteż musimy się rozdzielić. Leć na Bagna. Tam będziesz mógł się długo ukrywać. Ja udam się do siebie i skontaktuje z dowództwem, może przynajmniej oni nie zwariowali...

- Nie sądzę. Wyrocznia opanował wszystkich.

- Mimo to, nie tracę nadziei.

I razem polecieli na północny-wschód, prześcigając wiatr.

~

Mroczna komnata w Cytadeli Wampirów, jak zwykle pogrążona w półmroku, teraz była jeszcze ciemniejsza bo na dworze panowała noc.

- Twój plan zawiódł, Panie - odezwał się Moebius do studni stojącej pośrodku komnaty. - Aglondorowi udało się uciec.

- Nie oceniaj moich planów, zanim ich nie dokończę, Moebiusie. Aglondor jest poszukiwany. Jego właśni żołnierze zwrócili się przeciwko niemu. Daleko nie ucieknie. Rozkaż wojownikom, aby natychmiast udali się pod Ustroń Janosa Audrona, otoczyć to miejsce. Nawet mucha nie może się prześliznąć, zrozumiano?

- Oczywiście, Panie... ale można wiedzieć dlaczego?

- Aglondor będzie chciał przekazać Audronowi wiadomość. Musisz go powstrzymać Moebiusie, nie może dotrzeć do Janosa! Jeżeli mu się to uda, cena jaką zapłaciłem usuwając Antycznych z Koła Losu pójdzie na marne... podobnie jak twoja przysięga wierności do mnie.

Moebius zadrżał.

- Tak, Panie... Będzie tak, jak rozkażesz.

Bagna były chyba najbardziej rozległym obszarem w całym Nosgoth. Rozciągały się, na północny-wschód od Filarów, niemal dokładnie na północ od Południowego Jeziora. Były usiane mnóstwem małych rzeczek i lepkich moczarów, a niebo nad nimi było wiecznie czarne. A jednak w zachodniej ich części mieściła się jedna z Komnat Interpretacyjnych, w której Moebius wiele razy rozmawiał z Wyrocznią, a także były posterunek wojenny Antycznych. Na Bagnach było też mnóstwo ścian skalnych, tworzących niskie wzgórza, usiane zielonkawą trawą. Dzięki nim, niemal każde miejsce w tej ponurej lokacji było osłonięte. Nic więc dziwnego, że Janos wybrał Bagna na kryjówkę dla Evrosa. Sam powiedział, że leci do swojej Ustroni, dalej na północy i dołączy do niego jak tylko będzie mógł.

Czarna, bezksiężycowa noc zapadła już, gdy Evros wylądował na ziemi. Mimo, że kiedyś generał nie należał do miłośników nocy, teraz gdy słońce schowało się za horyzont, poczuł się jakoś lepiej i... silniej. Niestety na Bagnach wręcz roiło się od wody, a Aglondor zauważył, że ona też niekorzystnie wpływa na jego skórę, niemal tak samo jak światło.

Ponieważ Janos domyślał się, że wampiry będą szukać Evrosa w pierwszej kolejności w zachodniej części Bagien, więc zostawił przyjaciela we wschodniej części. Bardzo niedaleko stamtąd mieściło się przejście do Uschenteim... rodzinnej wioski Evrosa. Jednak tymczasowo generał musiał porzucić podążanie za pragnieniem serca. Schował się w kącie osłoniętym od wody, acz niestety wilgotnym i czekał. Minuty mijały, dłużyły się jak godziny... skulona postać wampira, schowana pod półką skalną musiała doprawdy żałośnie wyglądać: jak zaszczute zwierzę. Wieloletni generał Armii Antycznych... teraz zmuszony uciekać przed własnymi podkomendnymi. W końcu Evros uświadomił sobie, że jest tak głodny, że już dłużej nie wytrzyma. Była noc, więc zwierzęta zamieszkujące Bagna siedziały u siebie w norach... Aglondor nie widział żadnego, z którego można by wypić krew. W końcu wylazł z ukrycia i zaczął się czołgać po ziemi, rozpaczliwie poszukując pożywienia. Wilgotna ziemia Bagien, parzyła go w skórę, a biedny Evros nic nie widział, mgła przesłoniła mu wzrok. I wtedy na dobitkę zaczął padać deszcz. Evros zatrzymał się. A więc taki był jego koniec... Porzucony przez przyjaciół, przez rodzinę i poddanych... Już nie myślał o swoim przeznaczeniu, myślał tylko o tym, żeby ten koszmar się skończył. Każda padająca kropla wydawała mu się ostrzem w plecy... każdy następny ruch kosztował go niesamowity wysiłek. W dodatku czuł się, jakby leżał na kolcach.

I wtedy nagle zobaczył, że zwały wody unoszą się z ziemi. Poczuł wiatr we włosach. Pył bagienny zaczął wirować wokół niego, a Evrosowi wydawało się, że wiruje razem z nim.

A więc, to tak się umiera - pomyślał. - Nawet przyjemne uczucie.

Jednak w końcu wiatr zelżał, bezwładne ciało wampira znów osunęło się na ziemię, twarzą do nieba. I wtedy jak przez mgłę, generał ujrzał na tle ciemnej nocy, olbrzymią, rosłą postać, która stanęła nad nim i przemówiła:

- Witaj, Evrosie Aglondorze. Nazywam się Kain. Czas, żebyś wypełnił swe prawdziwe przeznaczenie.